Herezja libertarianizmu

ePub czas dodania: 2013:10:22 09:12 komentarzy 0
Oczywistą oczywistością jest, że państwo to zło. Nawet nie da się stwierdzić, że jest to "mniejsze zło" - bo niby jak i do czego to porównać..? "Stanu bezpaństwowego" na większą skalę nigdzie nie było od tysiącleci. A właściwie, to nigdy i nigdzie nie było tak, żeby człowiek jakiejś władzy nie podlegał...

 

Państwo to zło dlatego przede wszystkim, że jak mało która z instytucji społecznych, podatne jest na głupotę. Głupota niemiłościwie  na całym świecie panujących nam biurokracji w tej chwili (pamiętając o bezprecedensowej koncentracji władzy i nie mniej bezprecedensowej skali oddziaływania tejże władzy - chociażby na środowisko naszej Umęczonej Planety..!) ociera się już o ryzyko likwidacji ludzi jako gatunku biologicznego. Naprawdę: niewiele do tego potrzeba! A różne służby jawne, tajne i bezpłciowe, różne programy i sztaby antykryzysowe, walki z globalnym ociepleniem, dziurą ozonową oraz o równość płci - nieodmiennie, przez swą immanentną a bezdenną zarazem głupotę, koniec sromotny człowieka na planecie Ziemia TYLKO przybliżają.
 
 
Można oczywiście lać ciepłym moczem na to, co będzie za lat 20, 30 czy 50 (osobliwie, gdy się człek nie zbiera żyć zbyt długo - choćby ze strachu przed tzw. "służbą zdrowia" - a dzieci, szczęśliwie, nie posiada...). Tak, czy inaczej jednak, logiczną niedorzecznością jest odmawiać komukolwiek prawa do samoobrony. Współczesne, głupotą na wszystkie strony przeżarte gosudarstwa nieustannie stwarzają bezpośrednie zagrożenie dla życia, zdrowia i mienia swoich nieszczęśliwych poddanych (niezależnie od faktu, że 99% tychże nieszczęśliwych poddanych nie tylko tego zagrożenie NIE DOSTRZEGA, ale wręcz: nieustannie domaga się, nieraz bardzo głośno i bardzo wyraźnie, aby niemiłościwie im panujące gosudarstwo "broniło ich" przed tym lub owym - a owo "to lub owo" coraz to głupsze, coraz to bardziej idiotyczne..!). Bronić się przed nimi zatem każdemu nie tylko wolno, ale i wręcz: zdaje się to być postawą rozsądną i godną zalecenia.
 
Bronić się przed gosudarstwem można na różne sposoby. Są tacy, którzy biorą za dobrą monetę tzw. "liberalną demokrację" i usiłują niekiedy przekonywać bliźnich swoich, żeby ci odstąpili od niektórych, co głupszych i co bardziej szkodliwych postulatów względem gosudarstwa (na przykład: by kierujący się powszechną wśród szerokich mas ludności bezinteresowną zawiścią tzw. "wyborcy" nie głosowali na partie postulujące wzrost podatków...). Taka postawa wydaje się bezpłodna. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek w dziejach jakakolwiek biurokracja dobrowolnie oddała choć kawałek zawłaszczonego uprzednio żerowiska...
 
Inni, o wiele liczniejsi, zwalczają gosudarstwo czynem. Staje to się zresztą z upływem czasu i tegoż gosudarstwa nieustannym rozrostem - coraz powszechniejsze i coraz łatwiejsze zarazem. Już w tej chwili różne "prawa" uchwalane z szybkością dobrego karabinu maszynowego tak są wzajem sprzeczne, że żyć wedle nich zwyczajnie się nie da. NIKOMU. Samej biurokracji, gosudarstwu służącej, nie wyłączając..!
 
Bronić się tedy wolno. Ale czy wolno postulować całkowitą likwidację państwa..? "Wolno", oczywiście, w sensie: "czy taka postawa ma sens?", "czy jest to rozsądne?".
 
Wydaje mi się, że nie. A to dla dwóch powodów.
 
Po pierwsze: PO CO..? Na jaką cholerę..? A cóż to niby zmieni..?
 
Państwo nie jest przyczyną, lecz SKUTKIEM tkwiącego w człowieku zła. Państwo istnieją i mają się dobrze, ponieważ ludzie są z natury ambitni, żądni władzy, a nade wszystko: PASJAMI WRĘCZ UWIELBIAJĄ ŻYĆ NA CUDZY KOSZT!
 
Likwidacja państwa może się powieść wyłącznie w sferze semantycznej. Możemy obalić władzę państwową i ustanowić jakąś inną, która będzie się inaczej nazywała. Czy to jednak coś zmieni..?
 
A to przypadkiem nie komuniści, postulujący jako swój cel, "stan bezpaństwowy" - ustanowili najokropniejsze tyranie XX wieku, władzę państwa w istocie potęgując do nieznanej wcześniej doskonałości..?
 
Libertarianom NIE MA PRAWA udać się nic innego..! "Nie ma prawa" - w takim sensie, że to się nie uda, to jest nierealne, to nie ma sensu.
 
Po drugie: ponieważ, choć toczę tę dyskusję już od bardzo dawna, jak do tej pory ŻADEN dyskutant podający się za libertarianina nie umiał mi odpowiedzieć satysfakcjonująco na pytanie - a kto będzie w ustroju libertariańskim pilnował reguł gry?
 
To znaczy: kto zapewni, że wśród "wolnych od terytorialnego monopolu na przemoc" nie pojawi się jeden lub wielu osobników dążących skutecznie do tego, aby taki właśnie "terytorialny monopol na przemoc" z korzyścią dla siebie ustanowić, nikogo o zdanie nie pytając..?
 
Odpowiedzi, jakie do tej pory otrzymałem, są dwie, obie tak samo do dupy.
 
Odpowiedź pierwsza - że powstaniu na nowo "terytorialnego monopolu na przemoc" zapobiec ma rynkowa konkurencja między różnymi "aparatami wymiaru sprawiedliwości", "agencjami ochrony". No tak! Tyle tylko, że dla każdego z takich "konkurencyjnych aparatów wymiaru sprawiedliwości" opcja dogadania się z konkurentami i podzielenia się "rynkiem" (a właściwie: ludnością w tym momencie już poddaną...) - NIEMAL ZAWSZE jest bardziej opłacalna od uczciwego przestrzegania reguł gry rynkowej i zawartych z klientami umów!
 
 
Pięknie to ongiś kolega Iulius w gościnnym wpisie u Adama Dudy ujął (o czym niedawno wspominałem zresztą, tylko za cholerę nie pamiętam, jak się ten mój wpis nazywał...).
 
Odpowiedź druga natomiast, autorstwa kolegi GPS, przenosi nas na wyższy poziom abstrakcji. Otóż: istnienie ustroju libertariańskiego (inaczej rzecz ujmując: brak "terytorialnego monopolu na przemoc") ma być zapewniane WIARĄ ludzi w jego sens i pożyteczność. Jak ludzie w to uwierzą, to rzecz się ziści i utrzyma...
 
Hmmm...
 
Hmmm...
 
No dobra: długo jeszcze mógłbym tak chrumkać, nieprawdaż..?
 
Zauważmy na początek, że istnieje ZASADNICZA RÓŻNICA między "wiarą rzymsko - katolicką", a "wiarą libertariańską". Tego, czy Kościół Święty, matka nasza, rzeczywiście prowadzi swych wiernych nieomylnie do zbawienia na tamtym świecie stwierdzić się empirycznie w żaden sposób nie da.
 
To znaczy - są oczywiście różne objawienia, widzenia, świętych obcowanie i takie tam - ale, umówmy się: jeszcze się taki ateista, heretyk czy schizmatyk nie urodził, którego by tego rodzaju świadectwo nieodparcie i w sposób nie pozwalający na dyskusję przekonało..!
 
Cel działania Kościoła jest pozaświatowy i nieempiryczny. Nie można ustalić, czy został osiągnięty.
 
 
"Wiara libertariańska" stawia przed sobą cel doczesny, empirycznie dostrzegalny, materialny. Bardzo łatwo będzie stwierdzić, czy został osiągnięty, czy nie.
 
I to wcale nie jest siła, tylko właśnie - WIELKA SŁABOŚĆ "libertariańskiej herezji" (no bo skoro ma to być wyznanie wiary, to czymże jest ono, jak nie herezją właśnie..?).
 
Religia, a katolicyzm w szczególności, przez to, że nie stawiają sobie żadnych konkretnych celów doczesnych i materialnych, mogą funkcjonować równie dobrze w niemal każdym ustroju społecznym i w niemal każdej kulturze (jakkolwiek, z czasem, nieuchronnie tę kulturę, a w dalszej konsekwencji także i ustrój - zwykły przekształcać...).
 
"Wiara libertariańska" jest w porównaniu do katolicyzmu doktryną niezmiernie wręcz rygorystyczną, którą albo uda się wcielić w życie "od jednego zamachu", "w całości" - albo wcale.
 
Nie tak postępował Kościół chrystianizując przed wiekami Europę! Toż nawet wielożeństwo wcale nie zanikało w pierwszym pokoleniu katechumenów, a zniesienie niewolnictwa, o które tak się na mnie zwykli oburzać wielbiciele "czynów" - zajęło Kościołowi całe tysiąclecie..! I wcale nie zapobiegło recydywie...
 
 
Kościół dopracował się przez milenia swego istnienia różnorakich mechanizmów zabezpieczających ciągłość i niezmienność doktryny, którą głosi. Ale i tak - nikt, kto wykracza poza najprostszą apologetykę zaprzeczyć nie może, że doktryna ta JEDNAK ulegała zmianom, bywała reinterpretowana, wzbogacana o pewne elementy (a inne, zwłaszcza ostatnio, na skutek "ofensywy modernizmu" - ulegały stopniowemu odsunięciu w cień, lub nawet zapomnieniu). I to pomimo faktu, że "słuszności" lub "niesłuszności" tejże doktryny NIKT na tym świecie empirycznie sprawdzić nie jest w staniem..!
 
Empirycznie można postrzegać to tylko, co widział Nowosilcow w "Dziadach": że religia dobrze robi ludziom. Ale nawet tego, czy ludzie wierzą naprawdę i gorąco, czy tylko tak mówią - nikt przecież, kto im w głowach nie siedzi, w żaden sposób nie sprawdzi..!
 
Jak chcą "wierzący libertarianie" nie tylko szeroki ogół do swojej doktryny przekonać (nie wiadomo: wszystkich? Większość..? Jeśli większość tylko - to co z tymi, którzy w libertarianizm nie uwierzą..?), ale i nade wszystko - ciągłość jej rozwoju (zapomnijmy o niezmienności..!) utrzymać, swojego Papiestwa nie tylko nie posiadając, ale i samo istnienie takiej, o spójność doktrynalną dbającej instytucji, jak rozumiem - z założenia odrzucając..?
 
Brednie, brednie, brednie...
licznik: 1310 + 0 / 0 - promuj
captcha
x

Zgłoszenie komentarza

dodaj komentarz

x
komentarzy: 0 kolejność: wg punktacji najstarsze najnowsze